piątek, 17 października 2014

Sardynia na wakacje ? Tak czy nie?

                 
           
Sardynka, Sardynka, Sardynka ;) poraz kolejny i w dalszym ciagu niedosyt. Pięknie jest wszędzie ale tym razem wybraliśmy południe Costa Rei. Musieliśmy lecieć do Alghero bo nie mieliśmy innego wyjścia. Ale jak ktoś ma szanse to najlepiej poleciec do Cagliari. Costa Rei to wybrzeże na południowym wschodzie.



Nasz pierwszy dzień spędziliśmy na plaży Di Santa Giusta. Zaczęliśmy od prawie początku ;) Oczywiście jako,że był to pierwszy dzień zachwytu nie było końca ! Piękna krystaliczna woda świetna pogoda i mało ludzi. Dla mnie jest to jedna z najfajniejszych plaż na Costa Rei. Być może był to efekt pierwszego dnia pobytu ale mimo wszystko lazur zrobił swoje ;) 



A to chyba powód dlaczego plaża nazywa się Santa na najwyższym wzniesieniu jest usytuowany Jezus chyba fajnie się mu tam stoi bo widok stamtąd jest powalający ;) 



Stąd widać dokładnie aż po horyzont lazur, kryształ, szmaragd ech... 



Cala Sinzias (poniżej) południowa cześć Costa Rei. To plaża dla bardziej wygodnych ;) Jest tu bar toalety i wypożyczalnia motorówek trochę bardziej "cywilizacyjnie" niż na większości plaż na Sardynii co nie znaczy że piękniej jednakże ten lazur wody w niczym nie ustępuje pozostałym ;) Myślę, że to jest świetne miejsce jeżeli ktoś wybiera się z dziećmi widziałam tam rożne przedmioty które były umocowane na stałe do zabawy i pełno biegających brzdąców ;)






Ten super widoczek poniżej to taki mały odludek ;) Zaraz za Capo Ferrato jest Cala sa Figu to plaża która jest w przewodnikach i katalogach ale nie o tej mowa bo na lewo od Cala sa Figu jest mała plazyczka której nie ma w żadnych książkach. Spokojna w zaciszu i piękna. Jest piasek i skałki super miejsce do nurkowania. Żeby zobaczyć ten super widoczek poniżej trzeba przejść przez skałki na plaży w lewo naprawdę warto ;) (jak widać )


Cala Pira to kolejna z przepięknych plaż na Costa Rei. Jest tu mały plażowy clubik który organizuje rejsy motorówka po Costa Rei. Cztery godziny to koszt ok 30€. Przy płazy jest historyczna stara wieża z której można zrobić świetne zdjęcia plaży


A to nowa dyscyplina w surfie wyglada na bardzo łatwą ale podobno utrzymać równowagę to nie lada gratka !


Jak już się jest na południu to oczywiście nie można ominąć Cagliari. Taki mały tour żeby odetchnąć od plaży chociaż jeżeli chodzi o mnie na Sardynii nie ma nic lepszego niz plaża no może jeszcze agroturismo ale o tym pózniej ;) cagliari nawet fajnie ale nic powalającego. Miłe popołudnie z przerwa na espresso bo siesta trwa pół dnia no i dobrze po co w taki upał się przemęczać ;) oczywiście jest tu kilka interesujących miejsc. Byliśmy na uniwersytecie gdzie są książki z poprzednich dwóch wieków do użytku wszystkich bez względu na wiek i wartość. Odwiedziliśmy tez Pałac Królewski. jest to jedna z fajnych atrakcji w Cagliari która jest za darmo. Było bardzo mało informacji na temat pałacu w środku ale dobrze zachowane ładne wnętrze.







A to nasza miejscówka:) Próbowaliśmy już hotelu na Srdynii nie było źle nawet ładnie, miło i smacznie ale od kiedy zostaliśmy w pierwszym agroturismo decyzja była szybka ! Juz zawsze będziemy się tu zatrzymywać. Tu to znaczy w gopodarstwie agroturystycznym :) Jakkolwiek by to nie brzmiało nie ma to nic wspólnego z pójściem po najmniejszej linii oporu. Tzn. Najpierw myśleliśmy, że będzie to wieś, świnia, owca na kolacje chleb, herbata i polowe warunki ale rzeczywistość okazała się inna. Do AGROTURISMO LA SORGENTE  przyjechaliśmy późnym wieczorem tak przynajmniej myśleliśmy bo była 21.30. Myślimy sobie nie ma szans na kolację no ale cóż wejdziemy. W drzwiach przywitał nas Michele zięć właściciela, zaprosił do stołu no i się zaczęło.... :) Szynki, sery, oliwki, specjały z cukinii i bakłażana później ravioli z ziemniakami i miętą oraz riccotą na to wjechał prosiaczek z rusztu (biedactwo miało tylko cztery miesiące) i na deser ciasteczka cytrynowe. Mało tego wino do kolacji bez limitu. Myśleliśmy, że to już koniec a tu jeszcze na dobranoc likier z mirtu, grappa i limoncello :) Wszystko było z własnej zagrody i własnych wyrobów gospodarza. Kolacja trwała mniej więcej do 24.00 -01.00 każdego dnia. Wszystko było smaczne wręcz przepyszne.




A to kierownik zamieszania :) Michele z nim można było poczuć się jak w domu. Chłopak ani słowa po angielsku nie znał więc tym bardziej była lokalna atmosfera :) ale się dogadywaliśmy trochę po włosku, trochę na migi i było super !!!


A to Sandro właściciel posesji ! Wszystko sam grillował i przyrządzał na ruszcie. Robił nawet sam kiełbaski z anyżem. Wiem, brzmi dziwnie ale smakowało znakomicie :)


Z kolacji wychodziliśmy właśnie o takiej porze. Bardzo długo to wszystko trwało ale jak tu odejść od tak pysznego stołu :)


Nasz domek. I świnki z kolacji yyy..... 


Miejsce miało absolutnie domowego ducha. Poniżej rodzina Sandro dziadek, wuj, malutki kuzyniaszek itp. Stare zdjęcia wiszą w restauracji Sandro dokładnie wiedział kto jest kim na zdjęciu.






Sardynia jest przepiękna. Można tu spędzić niesamowite wakacje. Pogoda i atmosfera  zawsze gwarantowana :) 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Thank you for your all comments :)