sobota, 22 sierpnia 2015

Polski kalendarz wzbogacony o dwa nowe imiona!


Fajnie jest pracować za granicą i obserwować rodaków którzy tu mieszkaj. Ja mam akurat na to dużą szansę. Pracując na międzynarodowym lotnisku na jednej z wysp najbardziej obleganej przez polskich emigrantów (sama nim jestem ;) czasami spotykam co najmniej dziwne lub zastanawiające sytuacje !
Ostatnio na jednym z lotów do Polski podróżowała rodzina. Polskie nazwiska, imiona dorosłych też, natomiast imiona dzieci hmm....ciężko powiedzieć ! Imię Dżany czy Dżino teoretycznie wypowiadane po Polsku ale niepolskie :) Otóż polski kalendarz imion na emigracji chyba wzbogacił się o dwa nowe :) 



piątek, 17 lipca 2015

Kolejny zadowolony klient :)


Kolejna zabawna sytuacja w rozmowie z pasażerem :) Naprawdę nie wiem skąd ludzie biorą swoje domysły i stwierdzenia :)
Kolejny dzień i kolejni pasażerowie. Takiego ruchu na lotnisku w Dublinie już dawno nie było. Po kolejnym ciężkim dniu przyszedł czas na chwilę wytchnienia ale jak się wkrótce okazało nie na długo! 
Przychodzi pasażer i pyta:

Pax: Dobry wieczór chciałbym kupić bilet do Londynu na dziś wieczór.
Ja: Świetnie! wybrał Pan dobry moment bo bilet na dziś kosztuje jedyne 55 euro jeżeli kupi Pan go u nas ale zachęcam Pana do odwiedzenia naszej strony internetowej bo tam zapłaci Pan jedyne 35 euro.
Pax: A dlaczego tutaj jest drożej?
Ja: dlatego, że na lotnisku dodawana jest opłata administracyjna do każdego kupionego biletu.
Pax: Ale ja właśnie chciałem kupić bilet przez internet, wszedłem na stronę RYANAIR a tam było napisane, że: jeżeli chcesz kupić bilet to jedź na lotnisko !!!! :-) :-) :-)

I co takiemu odpowiedzieć? Ręka w górę kto widział taką informację na stronie jakiejkolwiek linii lotniczej i jaki miałoby mieć to sens??







piątek, 27 lutego 2015

Z cyklu zastanawiających pytań od pasażerów !


Czasami myślę sobie, że mojej pracy nie zastąpi żadna inna. Zawsze coś się dzieje, nie ma nudy a jak już się wkradnie to nie na długo. Nasi kochani pasażerowie zawsze nam umilą czas swoimi przemyśleniami na temat naszej linii lub swoimi pytaniami. Oto jedna z zastanawiających sytuacji :
Tak jak co dzień kolejka do ticket desku. Różni pasażerowie a to Polak to Japończyk, Brazylijczyk czy Brytyjczyk.  I zatrzymajmy się na tym ostatnim. Kiedy to pan Brytyjczyk podchodzi do kasy i pyta:
Bryt. Chciałbym zapłaci za dodatkowy bagaż.
Ja. Proszę bardzo 30 euro.
Bryt. Płacę funtami bo nie jestem z Irlandii.
Ja. Przepraszam proszę Pana ale przyjmujemy tylko euro w gotówce lub karty.
Bryt. Dlaczego?
Ja. Bo powszechną walutą przyjętą w Irlandii jest euro !
Bryt. To niedorzeczne (ridiculous) !!!!

I co w tej sytuacji pomysleć a co dopiero powiedzieć ? Co jest niedorzecznego w tym że w Irlandii walutą jest euro ? I co pomysleć o tym że za Brytyjczykiem stoi Japończyk i może będzie chciał płacić jenami :)


czwartek, 19 lutego 2015

Trochę Fanu !



Ciężkie dwa miesiące... Lotnisko jest busy jak nigdy o tej porze. Dokąd ludzie tak latają ??? Podobno nastał kryzys i nikt nie ma pieniędzy.. hmm...mimo to ludzie jakoś czas sobie organizują :) Za oknem zima i ciężkie wiatry bo w Irlandii śnieg nie pada ale mimo to podróżni nie rezygnują a może właśnie dlatego są zdesperowani żeby się z tej ponurej pogody wyrwać. Niewątpliwie wszystkie te zjawiska działają na ogólny stan zdrowia podróżnych, psychicznego również! a może zwłaszcza na to ostatnie  bo spotkała nas taka sytuacja: Kiedy złapaliśmy chwilę oddechu pomiędzy kolejnymi lotami na lotnisku w Dublinie podeszła do nas dziewczyna wydawałoby się dość elegancka inteligentna młoda osoba. Miała może ok 30tki więc wiek wskazywał na to, że już niejedno widziała i samolotem nie raz leciała co za tym idzie na lotnisku wcześniej przebywała. Kiedy spokojnie popijaliśmy kawę w lotniskowej kafejce pani do nas podeszła do stolika i rozżalona zakomunikowała, że toalety są brudne !!! Spojrzeliśmy po sobie i pytamy: Czy chodzi o samolot naszej linii lotniczej ? pani na to odpowiedziała: Nie, toalety są brudne  w hali odpraw !!! zaznaczam, że siedzieliśmy w hali odlotów jakieś 20 min marszu  od hali odpraw. No i jak widać było na załączonym obrazku nie byliśmy w uniformach sprzątaczy !!!
Żeby było śmieszniej kiedy już panią skierowaliśmy w odpowiednie miejsce podszedł do nas pan i pyta: Przepraszam nie chcę przeszkadzać w przerwie ale czy wymieniacie euro na funty? Yyy... i w tym momencie nastała cisza. Mi przeszło przez myśl, żeby odpowiedzieć przepraszam ale nie mówimy po angielsku. 
Nie wiem skąd w niektórych podróżujących biorą się takie pytania do pracowników linii lotniczych. Tak szczerze, czy my wyglądamy jak handel obwoźny, sprzątacze, kantor wymiany walut, informacja autobusowo-tramwajowo-pociagowa lub agenci wynajem samochodów itp ??? 







piątek, 30 stycznia 2015

Miesiąc w Alghero !

                             

Shota Osabe Trio - I Saw Her Standing There

                                     

I tak minął miesiąc w Alghero. Nie mogę uwierzyć w to, że udało mi się oderwać od rzeczywistości na tak długo. Już przyzwyczaiłam się do braku ciśnienia z każdej strony, porannej kawy na zewnątrz i żywego jedzenia zamiast  plastiku! Mogłabym tak w nieskończoność siedzieć na plaży, jeść lody i dla przyjemności chodzić na lekcję włoskiego :) Ech...To jest mój klimat, myślę,że jestem stworzona do takiego życia :))) Pogoda, choć to nie było lato idealna. Sardyńczycy, bo podobno za Włochów się nie mają, nigdzie się nie śpieszą! jak ja im tego zazdroszczę. Co prawda są dość nerwowi i impulsywni ale to przeważnie jest chwilowe. Pokrzyczą to co muszą i za chwile wszyscy są w zgodzie i piją espresso :)




Miejscowe słodycze są przepyszne i choć wydawałoby się, że na zdjęciu już popołudnie to było dopiero rano. Na Sardynii na śniadanie zresztą jak i w całych Włoszech nie je się jajek, tostów czy bekonu tu podstawę spełniają słodkie przysmaki i pachnące cappuccino którego nawiasem mówiąc nie pija się wieczorem czy popołudniu (dziwnie się wtedy patrzą). Ciężko było się na początku przyzwyczaić ale nie trwało to długo tym bardziej, że podróżowałam wcześniej do Włoch i wiedziałam o tym zwyczaju ale nigdy na tak długo.






Bardzo cenię sobie podejście Sardyńczyków  do tradycji i lokalnej kultury. Poza tym, iż w sklepach jest pełno pamiątek różnego pochodzenia to miejscowi w swoich domach dbają o to aby wszystko było po "sardyńsku". W miarą możliwości kupują lokalne wyroby i się nawzajem wspierają. Pielęgnują też tradycją wspólnych posiłków i to nie tylko od święta. Pamiętam kiedy moja nauczycielka od włoskiego opowiadała mi jak czeka na swoje córki z kolacją nawet do 22.00 kiedy wrócą ze wszystkich zajęć i wtenczas dopiero zasiadają do stołu jak już wszyscy są w domu. Określiła to jako "fudamentale" czyli podstawa codzienności.







Alghero ma stajla :) Mimo, iż w Alghero nie ma sytuacji zarobkowej rewelacyjnej to okulary dobrej marki musi mieć każdy. Nie tylko kobiety ale i faceci. Taki sklep jest praktycznie na każdym rogu,musi być :)


Oczywiście muszę opisać lokalną kuchnię. Każdy wie, że we Włoszech króluje pizza i pasta. Na Sardynii też ale nieco inna niż na kontynencie. Bardzo popularna jest tu "Fregula" czy też "Fregola". To małe makaronowe kuleczki (lewy dolny róg) podawane często z grzybami, kiełbaską lub muszlami. Popularne także ale tylko w okresie zimowym ze względu na zakaz połowu w innych miesiącach są jeżowce. Podaje się z nimi spaghetti lub linguine (prawy dolny róg).One w daniu w zasadzie są surowe ale maja moim zdaniem lekko słodkawy smak. Super propozycja dla amatorów owoców morza :). Popularny jest też makaron z botargą czyli wędzoną ikrą cefala lub tuńczyka której na kontynencie nie uświadczycie !


"Sardo di Aperitivo" to malutka winiarnia w centrum. Jest naprawdę malutka może na kilkanaście miejsc. Mimo to mają super wybór win. Odwiedziły mnie moje bliskie kumpelki przez przypadek tam trafiłyśmy, po prostu przechodziłyśmy obok po drodze do domu. Weszłyśmy na "jednego" dziwiłyśmy się, że takie miejsce w ogóle egzystuje małe,ciasne i na uboczu. Ale po wypiciu pierwszej lampki wiedziałyśmy dlaczego ! Miejsce naprawdę warte odwiedzenia.



Cóż zdjęcie jakby z innej beczki. Ale akurat odbywał się Halloween więc i wtenczas wyruszyłyśmy w miasto. Jak widać amerykańskie święto dotarło nawet tam :)










poniedziałek, 10 listopada 2014

Wjeżdżam !



Na razie tych widoków już dość !!! Wow miesiąc wolnego to się nazywa mieć szczęście ;) po pierwsze : zero pracy szoook ;) po drugie nareszcie normalna pogoda no i po trzecie relaks i nic nie robienie, słońce,super jedzenie no i czego więcej chcieć ;) Żegnaj Dublin na miesiąc nie będzie mi cię brakowało !!!