piątek, 17 lipca 2015

Kolejny zadowolony klient :)


Kolejna zabawna sytuacja w rozmowie z pasażerem :) Naprawdę nie wiem skąd ludzie biorą swoje domysły i stwierdzenia :)
Kolejny dzień i kolejni pasażerowie. Takiego ruchu na lotnisku w Dublinie już dawno nie było. Po kolejnym ciężkim dniu przyszedł czas na chwilę wytchnienia ale jak się wkrótce okazało nie na długo! 
Przychodzi pasażer i pyta:

Pax: Dobry wieczór chciałbym kupić bilet do Londynu na dziś wieczór.
Ja: Świetnie! wybrał Pan dobry moment bo bilet na dziś kosztuje jedyne 55 euro jeżeli kupi Pan go u nas ale zachęcam Pana do odwiedzenia naszej strony internetowej bo tam zapłaci Pan jedyne 35 euro.
Pax: A dlaczego tutaj jest drożej?
Ja: dlatego, że na lotnisku dodawana jest opłata administracyjna do każdego kupionego biletu.
Pax: Ale ja właśnie chciałem kupić bilet przez internet, wszedłem na stronę RYANAIR a tam było napisane, że: jeżeli chcesz kupić bilet to jedź na lotnisko !!!! :-) :-) :-)

I co takiemu odpowiedzieć? Ręka w górę kto widział taką informację na stronie jakiejkolwiek linii lotniczej i jaki miałoby mieć to sens??







piątek, 27 lutego 2015

Z cyklu zastanawiających pytań od pasażerów !


Czasami myślę sobie, że mojej pracy nie zastąpi żadna inna. Zawsze coś się dzieje, nie ma nudy a jak już się wkradnie to nie na długo. Nasi kochani pasażerowie zawsze nam umilą czas swoimi przemyśleniami na temat naszej linii lub swoimi pytaniami. Oto jedna z zastanawiających sytuacji :
Tak jak co dzień kolejka do ticket desku. Różni pasażerowie a to Polak to Japończyk, Brazylijczyk czy Brytyjczyk.  I zatrzymajmy się na tym ostatnim. Kiedy to pan Brytyjczyk podchodzi do kasy i pyta:
Bryt. Chciałbym zapłaci za dodatkowy bagaż.
Ja. Proszę bardzo 30 euro.
Bryt. Płacę funtami bo nie jestem z Irlandii.
Ja. Przepraszam proszę Pana ale przyjmujemy tylko euro w gotówce lub karty.
Bryt. Dlaczego?
Ja. Bo powszechną walutą przyjętą w Irlandii jest euro !
Bryt. To niedorzeczne (ridiculous) !!!!

I co w tej sytuacji pomysleć a co dopiero powiedzieć ? Co jest niedorzecznego w tym że w Irlandii walutą jest euro ? I co pomysleć o tym że za Brytyjczykiem stoi Japończyk i może będzie chciał płacić jenami :)


czwartek, 19 lutego 2015

Trochę Fanu !



Ciężkie dwa miesiące... Lotnisko jest busy jak nigdy o tej porze. Dokąd ludzie tak latają ??? Podobno nastał kryzys i nikt nie ma pieniędzy.. hmm...mimo to ludzie jakoś czas sobie organizują :) Za oknem zima i ciężkie wiatry bo w Irlandii śnieg nie pada ale mimo to podróżni nie rezygnują a może właśnie dlatego są zdesperowani żeby się z tej ponurej pogody wyrwać. Niewątpliwie wszystkie te zjawiska działają na ogólny stan zdrowia podróżnych, psychicznego również! a może zwłaszcza na to ostatnie  bo spotkała nas taka sytuacja: Kiedy złapaliśmy chwilę oddechu pomiędzy kolejnymi lotami na lotnisku w Dublinie podeszła do nas dziewczyna wydawałoby się dość elegancka inteligentna młoda osoba. Miała może ok 30tki więc wiek wskazywał na to, że już niejedno widziała i samolotem nie raz leciała co za tym idzie na lotnisku wcześniej przebywała. Kiedy spokojnie popijaliśmy kawę w lotniskowej kafejce pani do nas podeszła do stolika i rozżalona zakomunikowała, że toalety są brudne !!! Spojrzeliśmy po sobie i pytamy: Czy chodzi o samolot naszej linii lotniczej ? pani na to odpowiedziała: Nie, toalety są brudne  w hali odpraw !!! zaznaczam, że siedzieliśmy w hali odlotów jakieś 20 min marszu  od hali odpraw. No i jak widać było na załączonym obrazku nie byliśmy w uniformach sprzątaczy !!!
Żeby było śmieszniej kiedy już panią skierowaliśmy w odpowiednie miejsce podszedł do nas pan i pyta: Przepraszam nie chcę przeszkadzać w przerwie ale czy wymieniacie euro na funty? Yyy... i w tym momencie nastała cisza. Mi przeszło przez myśl, żeby odpowiedzieć przepraszam ale nie mówimy po angielsku. 
Nie wiem skąd w niektórych podróżujących biorą się takie pytania do pracowników linii lotniczych. Tak szczerze, czy my wyglądamy jak handel obwoźny, sprzątacze, kantor wymiany walut, informacja autobusowo-tramwajowo-pociagowa lub agenci wynajem samochodów itp ??? 







piątek, 30 stycznia 2015

Miesiąc w Alghero !

                             

Shota Osabe Trio - I Saw Her Standing There

                                     

I tak minął miesiąc w Alghero. Nie mogę uwierzyć w to, że udało mi się oderwać od rzeczywistości na tak długo. Już przyzwyczaiłam się do braku ciśnienia z każdej strony, porannej kawy na zewnątrz i żywego jedzenia zamiast  plastiku! Mogłabym tak w nieskończoność siedzieć na plaży, jeść lody i dla przyjemności chodzić na lekcję włoskiego :) Ech...To jest mój klimat, myślę,że jestem stworzona do takiego życia :))) Pogoda, choć to nie było lato idealna. Sardyńczycy, bo podobno za Włochów się nie mają, nigdzie się nie śpieszą! jak ja im tego zazdroszczę. Co prawda są dość nerwowi i impulsywni ale to przeważnie jest chwilowe. Pokrzyczą to co muszą i za chwile wszyscy są w zgodzie i piją espresso :)




Miejscowe słodycze są przepyszne i choć wydawałoby się, że na zdjęciu już popołudnie to było dopiero rano. Na Sardynii na śniadanie zresztą jak i w całych Włoszech nie je się jajek, tostów czy bekonu tu podstawę spełniają słodkie przysmaki i pachnące cappuccino którego nawiasem mówiąc nie pija się wieczorem czy popołudniu (dziwnie się wtedy patrzą). Ciężko było się na początku przyzwyczaić ale nie trwało to długo tym bardziej, że podróżowałam wcześniej do Włoch i wiedziałam o tym zwyczaju ale nigdy na tak długo.






Bardzo cenię sobie podejście Sardyńczyków  do tradycji i lokalnej kultury. Poza tym, iż w sklepach jest pełno pamiątek różnego pochodzenia to miejscowi w swoich domach dbają o to aby wszystko było po "sardyńsku". W miarą możliwości kupują lokalne wyroby i się nawzajem wspierają. Pielęgnują też tradycją wspólnych posiłków i to nie tylko od święta. Pamiętam kiedy moja nauczycielka od włoskiego opowiadała mi jak czeka na swoje córki z kolacją nawet do 22.00 kiedy wrócą ze wszystkich zajęć i wtenczas dopiero zasiadają do stołu jak już wszyscy są w domu. Określiła to jako "fudamentale" czyli podstawa codzienności.







Alghero ma stajla :) Mimo, iż w Alghero nie ma sytuacji zarobkowej rewelacyjnej to okulary dobrej marki musi mieć każdy. Nie tylko kobiety ale i faceci. Taki sklep jest praktycznie na każdym rogu,musi być :)


Oczywiście muszę opisać lokalną kuchnię. Każdy wie, że we Włoszech króluje pizza i pasta. Na Sardynii też ale nieco inna niż na kontynencie. Bardzo popularna jest tu "Fregula" czy też "Fregola". To małe makaronowe kuleczki (lewy dolny róg) podawane często z grzybami, kiełbaską lub muszlami. Popularne także ale tylko w okresie zimowym ze względu na zakaz połowu w innych miesiącach są jeżowce. Podaje się z nimi spaghetti lub linguine (prawy dolny róg).One w daniu w zasadzie są surowe ale maja moim zdaniem lekko słodkawy smak. Super propozycja dla amatorów owoców morza :). Popularny jest też makaron z botargą czyli wędzoną ikrą cefala lub tuńczyka której na kontynencie nie uświadczycie !


"Sardo di Aperitivo" to malutka winiarnia w centrum. Jest naprawdę malutka może na kilkanaście miejsc. Mimo to mają super wybór win. Odwiedziły mnie moje bliskie kumpelki przez przypadek tam trafiłyśmy, po prostu przechodziłyśmy obok po drodze do domu. Weszłyśmy na "jednego" dziwiłyśmy się, że takie miejsce w ogóle egzystuje małe,ciasne i na uboczu. Ale po wypiciu pierwszej lampki wiedziałyśmy dlaczego ! Miejsce naprawdę warte odwiedzenia.



Cóż zdjęcie jakby z innej beczki. Ale akurat odbywał się Halloween więc i wtenczas wyruszyłyśmy w miasto. Jak widać amerykańskie święto dotarło nawet tam :)










poniedziałek, 10 listopada 2014

Wjeżdżam !



Na razie tych widoków już dość !!! Wow miesiąc wolnego to się nazywa mieć szczęście ;) po pierwsze : zero pracy szoook ;) po drugie nareszcie normalna pogoda no i po trzecie relaks i nic nie robienie, słońce,super jedzenie no i czego więcej chcieć ;) Żegnaj Dublin na miesiąc nie będzie mi cię brakowało !!!








piątek, 17 października 2014

Sardynia na wakacje ? Tak czy nie?

                 
           
Sardynka, Sardynka, Sardynka ;) poraz kolejny i w dalszym ciagu niedosyt. Pięknie jest wszędzie ale tym razem wybraliśmy południe Costa Rei. Musieliśmy lecieć do Alghero bo nie mieliśmy innego wyjścia. Ale jak ktoś ma szanse to najlepiej poleciec do Cagliari. Costa Rei to wybrzeże na południowym wschodzie.



Nasz pierwszy dzień spędziliśmy na plaży Di Santa Giusta. Zaczęliśmy od prawie początku ;) Oczywiście jako,że był to pierwszy dzień zachwytu nie było końca ! Piękna krystaliczna woda świetna pogoda i mało ludzi. Dla mnie jest to jedna z najfajniejszych plaż na Costa Rei. Być może był to efekt pierwszego dnia pobytu ale mimo wszystko lazur zrobił swoje ;) 



A to chyba powód dlaczego plaża nazywa się Santa na najwyższym wzniesieniu jest usytuowany Jezus chyba fajnie się mu tam stoi bo widok stamtąd jest powalający ;) 



Stąd widać dokładnie aż po horyzont lazur, kryształ, szmaragd ech... 



Cala Sinzias (poniżej) południowa cześć Costa Rei. To plaża dla bardziej wygodnych ;) Jest tu bar toalety i wypożyczalnia motorówek trochę bardziej "cywilizacyjnie" niż na większości plaż na Sardynii co nie znaczy że piękniej jednakże ten lazur wody w niczym nie ustępuje pozostałym ;) Myślę, że to jest świetne miejsce jeżeli ktoś wybiera się z dziećmi widziałam tam rożne przedmioty które były umocowane na stałe do zabawy i pełno biegających brzdąców ;)






Ten super widoczek poniżej to taki mały odludek ;) Zaraz za Capo Ferrato jest Cala sa Figu to plaża która jest w przewodnikach i katalogach ale nie o tej mowa bo na lewo od Cala sa Figu jest mała plazyczka której nie ma w żadnych książkach. Spokojna w zaciszu i piękna. Jest piasek i skałki super miejsce do nurkowania. Żeby zobaczyć ten super widoczek poniżej trzeba przejść przez skałki na plaży w lewo naprawdę warto ;) (jak widać )


Cala Pira to kolejna z przepięknych plaż na Costa Rei. Jest tu mały plażowy clubik który organizuje rejsy motorówka po Costa Rei. Cztery godziny to koszt ok 30€. Przy płazy jest historyczna stara wieża z której można zrobić świetne zdjęcia plaży


A to nowa dyscyplina w surfie wyglada na bardzo łatwą ale podobno utrzymać równowagę to nie lada gratka !


Jak już się jest na południu to oczywiście nie można ominąć Cagliari. Taki mały tour żeby odetchnąć od plaży chociaż jeżeli chodzi o mnie na Sardynii nie ma nic lepszego niz plaża no może jeszcze agroturismo ale o tym pózniej ;) cagliari nawet fajnie ale nic powalającego. Miłe popołudnie z przerwa na espresso bo siesta trwa pół dnia no i dobrze po co w taki upał się przemęczać ;) oczywiście jest tu kilka interesujących miejsc. Byliśmy na uniwersytecie gdzie są książki z poprzednich dwóch wieków do użytku wszystkich bez względu na wiek i wartość. Odwiedziliśmy tez Pałac Królewski. jest to jedna z fajnych atrakcji w Cagliari która jest za darmo. Było bardzo mało informacji na temat pałacu w środku ale dobrze zachowane ładne wnętrze.







A to nasza miejscówka:) Próbowaliśmy już hotelu na Srdynii nie było źle nawet ładnie, miło i smacznie ale od kiedy zostaliśmy w pierwszym agroturismo decyzja była szybka ! Juz zawsze będziemy się tu zatrzymywać. Tu to znaczy w gopodarstwie agroturystycznym :) Jakkolwiek by to nie brzmiało nie ma to nic wspólnego z pójściem po najmniejszej linii oporu. Tzn. Najpierw myśleliśmy, że będzie to wieś, świnia, owca na kolacje chleb, herbata i polowe warunki ale rzeczywistość okazała się inna. Do AGROTURISMO LA SORGENTE  przyjechaliśmy późnym wieczorem tak przynajmniej myśleliśmy bo była 21.30. Myślimy sobie nie ma szans na kolację no ale cóż wejdziemy. W drzwiach przywitał nas Michele zięć właściciela, zaprosił do stołu no i się zaczęło.... :) Szynki, sery, oliwki, specjały z cukinii i bakłażana później ravioli z ziemniakami i miętą oraz riccotą na to wjechał prosiaczek z rusztu (biedactwo miało tylko cztery miesiące) i na deser ciasteczka cytrynowe. Mało tego wino do kolacji bez limitu. Myśleliśmy, że to już koniec a tu jeszcze na dobranoc likier z mirtu, grappa i limoncello :) Wszystko było z własnej zagrody i własnych wyrobów gospodarza. Kolacja trwała mniej więcej do 24.00 -01.00 każdego dnia. Wszystko było smaczne wręcz przepyszne.




A to kierownik zamieszania :) Michele z nim można było poczuć się jak w domu. Chłopak ani słowa po angielsku nie znał więc tym bardziej była lokalna atmosfera :) ale się dogadywaliśmy trochę po włosku, trochę na migi i było super !!!


A to Sandro właściciel posesji ! Wszystko sam grillował i przyrządzał na ruszcie. Robił nawet sam kiełbaski z anyżem. Wiem, brzmi dziwnie ale smakowało znakomicie :)


Z kolacji wychodziliśmy właśnie o takiej porze. Bardzo długo to wszystko trwało ale jak tu odejść od tak pysznego stołu :)


Nasz domek. I świnki z kolacji yyy..... 


Miejsce miało absolutnie domowego ducha. Poniżej rodzina Sandro dziadek, wuj, malutki kuzyniaszek itp. Stare zdjęcia wiszą w restauracji Sandro dokładnie wiedział kto jest kim na zdjęciu.






Sardynia jest przepiękna. Można tu spędzić niesamowite wakacje. Pogoda i atmosfera  zawsze gwarantowana :)